Miniaturki...

Autor: Zdzisław Antolski, Gatunek: Proza, Dodano: 15 czerwca 2013, 09:05:14

DUCHY

 

Ojciec, wiejski nauczyciel, ciągle z nosem w książkach, aż wywołał duchy biblioteczne. Patrzymy, a w sadzie pod gruszą leży sobie Adam Mickiewicz w burce, pod piecem w kuchni grzeje kości Słowacki, a na ganku maluje Wyspiański.  Ojciec z wieszczami gada, każe sobie coś tłumaczyć. Podtyka im zeszyty przed oczy bezceremonialnie. Ludzie ze wsi kiwają smutno głowami: - Coś się naszemu nauczycielowi od tych książek pomieszało w rozumie. 

 

ODWAGA

 

Wujek Ludwik przyjeżdżał furmanką zaprzężoną w dwa siwki. Kochał swoje konie.  Zawsze przywoził mi jakąś zabawkę. Najczęściej były to plastikowe żołnierzyki. Podczas okupacji był w partyzantce, w Batalionach Chłopskich. Po wojnie rozbijał więzienie UB.

Wieczorem włączał radio pionier, na cały regulator. Otwierał okno, rozlewał się po łąkach turkot Wolnej Europy. Wujek chciał mi pokazać, że nikogo się nie boi. Ale ja jeszcze tego nie rozumiałem.

 

MUNDUR

 

U naszej sąsiadki było schludnie i cicho. Na drzwiach wisiał mundur z rzędem orderów, ciągle szczotkowany. Przez kratki krochmalonych firanek widać było kapliczkę, na rozstajnych drogach.  Zupełnie jak z obrazu Gierymskiego czy Szermentowskiego. Radio mrugało zielonym okiem. Słuchaliśmy "W Jezioranach". Przez otwarte okno pachniały bzy. Mundur prężył się na baczność i salutował na pożegnanie.

 

ZAPACH STRACHU

 

Bawiliśmy się w śmieciach, jakie wojna po sobie pozostawiła. Wkładaliśmy palce w przestrzeliny, w zardzewiałych hełmach. Widzieliśmy jamy w ziemi, w których ludzie, jak krety, szukali schronienia. Do Oświęcimia jeździliśmy na szkolne wycieczki. Ale wieczorami czuliśmy zapach strachu naszych rodziców.

 

PÓŁNOCNY POKÓJ

 

Mama patrzyła niewidzącym wzrokiem przez okno, na drogę do kościoła i na bielejące w oddali, między drzewami, cmentarne krzyże. Czytała książkę, a może tylko udawała. Tom wierszy oprawiony w wiśniową skórę spoczywał na jej kolanach.  Pies Karuś spał z pyskiem ułożonym na jej stopach.  W pokoju pachniało walerianą i fiołkami.

 

UKRYTY W KUKURYDZY

 

Hejnał z wieży mariackiej sączył się przez otwarte okno, docierał do ogródka warzywnego, gdzie siedziałem ukryty w kukurydzy. Obdzierałem kolby z zielonych kapturów, pod którymi kryły się długie blond włosy. Mama podawała na stół złoty rosół, który parzył w język. Ojciec siedział w białym podkoszulku. Niebo otwarte nad nami, jak przepaść.

 

PUSTA SZKOŁA

 

Kiedy upał pulsował w skroniach, w klasach panował kamienny, ożywczy chłód. Na parapetach leżały martwe muchy, paprotki i pelargonie wyglądały przez okno,na ogródek, w którym schylały główki bratki,  lwie paszcze i nieśmiertelniki. Gąbka przy tablicy wyschła, jak stara nauczycielka, ze śladami pudru. Na ścianie wisiała wielka mapa Europy. Patrzyłem na maleńką Polskę przycupniętą u boku olbrzymiego, czerwonego Związku Radzieckiego. Z portretu na ścianie uśmiechał się dobrotliwie Władysław Gomułka. Obok pożółkła gazetka szkolna z wyrysowaną ręcznie tuszem trasą Wyścigu Pokoju: Berlin - Warszawa – Praga. Niżej fotografie polskich kolarzy. Odklejone białe tekturowe gołębie, symbol wyścigu, smętnie zwisały dziobkami do podłogi.

Chodziłem między rzędami pustych ławek. Widziałem widma twarzy, słyszałem echo nieobecnych.

 

WIECZOREM

 

Dziadek zasiadał pod jabłonią, podparty laską, jak Piłsudski szablą. Obok leżał „Gość Niedzielny”.  Dziadek chował okulary do wytartego futerału. Zamykał dzień, jak gazetę.

Komentarze (12)

  • Cacuszka!

  • Bardzo udana kompozycja. Najbardziej podoba mi się "Ukryty w kukurydzy", ma wspaniałą puentę.

  • delicje

    • . .
    • 15 czerwca 2013, 09:40:21

    Celnie, prawdziwie, ciepło.

  • dla mnie to takie zdjątka w sepii, sprawnie, ale jakoś nie czuję klimatu, pewnie ze względu na porę roku. takie czytanie bywa fajne zimą, w schronisku górskim, ze szkalneczą grzańca, przy kominku, bo w domu to jednak nie - za bardzo misie kojarzy z wujkowymi nasiadówkami.. cóż, pwenie jeszcze nie jestem na etapie albumów i sentymentalnych pamiętników. ale doceniam flesz - taki dla zachowania, ku potomnym nieco. skansen, epitafium, memento.
    pamiętam opowiadanie o poetce i literacie - czytanie, muzyka, koniak, fajki, namiętność, potem rozdroże, jej wszechobecny cień, włóczący się za nim po pubach. i w końcu choroba, śmierć - może z tęsknoty? z niespełnienia? to było mocne i takie romantyczne. się rozkleiłam :P

  • TT - będą i takie, o jakich mówisz. Cieszę się, że zapamiętałaś tamto opowiadanie: "Ciemna strona ulicy" :)

  • "Północny pokój" i "pusta szkoła" jak dla mnie najbardziej :)

    • ZiKo .
    • 15 czerwca 2013, 16:44:34

    A ta kukurydza słodziutka była, co Panie Zdzisławie? Wysztko w dzieciństwie miało jakiś taki niesamowity smak, kolor i zapach. Szukam tego teraz i jakoś nie mogę trafić, niby to samo, a smakuje, pachnie, wygląda inaczej niż kiedyś.

  • "Mama podawała na stół złoty rosół, który parzył w język" - do dzisiaj nie cierpię rosołu. Właśnie z tego powodu, że parzył w język, jak żadna inna zupa:)

  • no i fajnie, można z tego osiem opowiadań zrobić

  • Jak na miniatury, strasznie siermiężne. Polotu brak.

  • zapach strachu w pustej szkole ukryty w kukurydzy to nieśmiertelniki które pozostają w mojej gołej głowie...

Musisz być zalogowany, żeby dodawać komentarze. Zaloguj się
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się